Musical Testimony – Kristoffer Gildenlöw

Siedem śmiertelnych grzechów, siedem dróg do zwycięstwa, siedem diabelskich ścieżek do nieba…*

KRISTOFFER GILDENLÖW – szwedzki wokalista i multiinstrumentalista jako dziecko uczył się gry na fortepianie, aby potem przerzucić się na perkusję i ulubioną gitarę basową. W latach 1994-2006 był basistą i wokalistą w założonej przez swojego brata Daniela progmetalowej grupie Pain Of Salvation. Grę Kristoffera na basie usłyszymy również na płytach innych zespołów progmetalowych, które można określić raczej mianem projektów: Epysode z powermetalowym wokalistą Rickiem Altzim na czele, The Shadow Theory z wokalistą Devonem Gravesem (Deadsoul Tribe) i perkusistą Johannem Jamesem (Threshold) oraz For All We Know z gitarzystą Ruudem Jolie (Within Temptation). Ponadto, gościnnie pojawiał się płytach takich muzyków jak Neal Morse i Lana Lane, jak również wielu nieco mniej znanych kapel progmetalowych, m.in. Consortium Project Iana Parry’ego, Dark Suns, Harmony czy Kingfisher Sky. Oprócz tego, wydał trzy solowe płyty oraz był współtwórcą neoprogresywnego zespołu Dial. Obecnie – od 2017 roku – jest członkiem holenderskiej grupy progrockowej Kayak.

Na pewno nie chcę pytać, którą ‘swoją’ płytę uważasz za najlepszą ani o płyty, które Cię zainspirowały. Nie zapytam również o płytę na imprezę ani na romantyczny wieczór 😉 

Na początku muszę Cię przeprosić, że nie będę odpowiadał zbyt ściśle, ponieważ najzwyczajniej nigdy nie miałem i nie mam swojego Top 10 czegokolwiek.

Album, który zabrałbyś na bezludną wyspę (zaczynamy raczej dość tradycyjnie, tak na rozgrzewkę) …

The Blues Brothers Blues Brothers: Music From The Soundtrack (1980) & Stevie Wonder The Definitive Collection (2002)

To jest naprawdę bardzo trudna kwestia. Jest tak wiele wspaniałych albumów, których ‘potrzebuję’. Miałem właśnie pinkflojdową ‘Ścianę’ i ‘jedynkę’ Blackfielda w ręku, ale… potem stwierdziłem, że obie są dość mroczne, a ja potrzebowałbym czegoś trochę bardziej energetycznego na bezludnej wyspie. Co myślisz o ścieżce dźwiękowej z filmu Blues Brothers albo składance Steviego Wondera? To by mnie pocieszyło… ale potem prawdopodobnie zabrakło by mi baterii.

Album, który mógłbyś sobie zaserwować jako przysłowiową poranną kawę (małe przebudzenie, choć jednak nie trzęsienie ziemi, ale emocje powinny rosnąć) …

Songs From The Silent Years Kristera Lindera z 2006 roku jest jednym z najwspanialszych albumów, choć zdecydowanie wolę go słuchać wieczorem albo jeszcze lepiej … w środku nocy.

Album, w którego nagraniu miałeś swój udział, jednak po który sięgnąłbyś w ostatniej kolejności (żeby całość nie wypadła za słodko)…
Właściwie nie słucham żadnych płyt, w których nagrywaniu miałem udział, chyba że muszę coś sprawdzić. Najzwyczajniej nie mam ochoty tego robić i dlatego tak naprawdę nie ma albumu, którego słuchałbym istotnie rzadziej niż innych. Oczywiście, są takie dzieła, z których jesteś bardziej dumny niż z innych, w których musiałeś brać udział, ale na dłuższą metę to wszystko jest pouczającym doświadczeniem.

Album, z gatunku tych niedoścignionych ideałów, w ponownym nagraniu którego wziąłbyś udział bez zastanowienia (takie płytowe Marchewkowe pole czyli wszystko się może zdarzyć)

Pink Floyd The Wall (1979) & Jeff Wayne’s Musical Version of The War Of The Worlds (1978)

Uważam, że takie idealne albumy są po prostu doskonałe w takiej formie, w jakiej powstały. Ich ponowne nagranie albo nawet mój udział w tym mogłyby je tylko zepsuć. Nie miałbym jednak nic przeciwko udziałowi w nagraniu niektórych najwspanialszych albumów… np. The Wall, War Of The Worlds itp. Ale ich twórcom udało się to znakomicie beze mnie 🙂

Album, którego nie chciałeś słuchać wczoraj, ale chętnie posłuchasz jutro (szczerze wyznaję winy swoje) …
Ja właściwie pracuję cały czas. Przestawiam się z dnia na dzień i tego, czego słuchałem wczoraj, nie chcę słuchać dzisiaj. Zwykle trudno mi ‘wrzucić’ coś do odtwarzacza MP3, bo po prostu nie wiem, czego będę chciał słuchać za 15 minut. Nigdy nie słuchałem wszystkiego, czego się teraz wstydzę… No dobrze… Będąc nastolatkiem, przez kilka miesięcy uważałem Manowar za dość fajny. Ocknąłem się potem z tego stanu… Ale wciąż lubię muzykę, której słuchałem 20 lat temu.

Album, który w szczególny sposób Cię zaskoczył (Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. To specyficzny i ekskluzywny sport i luksus intelektualistów.”**)

Lamb 5 (2011)

Natknąłem się na tę płytę całkowicie przez przypadek i od razu ją pokochałem.

(na koniec możesz pofantazjować, ile dusza zapragnie) Album marzeń nagrałbyś z …
… Jest mnóstwo wspaniałych muzyków na całym świecie, a ja uwielbiam pracować z nimi i mnogość różnych stylów muzycznych, które lubię zgłębiać. Powiedziałbym: ruszajmy, jestem gotowy na przygodę 🙂

Przesłuchiwał: Marek J. Śmietański

*) Parafraza początku utworu Moonchild Iron Maiden z płyty Seventh Son of A Seventh Son (1988);
**) Cytat z Buntu mas (1929) hiszpańskiego filozofa i pisarza Jose Ortegi y Gasseta.

Inne wywiady z cyklu Musical Testimony można znaleźć tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Treść jest chroniona!!!