Yesternight (2017) – The False Awakening

Yesternight to grupa z Bydgoszczy grająca ambitny, mocny, ale i melodyjny, urozmaicony rock progresywny, więc to, co „tygryski lubią najbardziej”.  Ponieważ mamy do czynienia z debiutantem – trzeba go przedstawić. Po ścianie dźwiękowej, którą słyszymy na pierwszym albumie trudno uwierzyć, że grupę stanowi ledwie trzech muzyków! Marcin Boddeman o szerokich możliwościach głosowych na wokalu, Bartek Woźniak na z wielką wyobraźnią używanych instrumentach gitarze i klawiszach oraz Kamil Kluczyński za świetnymi, gęstymi, z niebywałym polotem zagranymi bębnami. Trio na basie wspomaga gościnnie Tomasz Znyk.

Po kilkunastu przesłuchaniach płytę tę odbieram podobnie mocno i pozytywnie, jak niedawną produkcję uznanej już na rynku, włocławskiej grupy keep rockin’ Screaming Out Your Name. Czyżbyśmy mieli do czynienia z powstawaniem swoistego „Kujawian sound”? Wszak keep rockin’ to kapela z nieodległego Włocławka.

Ale przejdźmy do Muzyki (o takich dźwiękach zawsze będę pisał z dużej litery).

Tytuł „fałszywe przebudzenie” – pod tym względem mi się kojarzy z innym słynnym debiutem – grupy Alan Parson’s Project, która w 1976 roku od utworu A Dream Within A Dream rozpoczęła swoje opowieści wg Edgara Allana Poe. Również podobnie jak wielcy poprzednicy, Yesternight przygotował nam przemyślany, inteligentnie poukładany zestaw utworów, koncepcyjnie połączonych wokół tematu tytułowego.

Na tym jednak analogie się kończą. Muzycznie mamy tu fantastyczny, nowocześnie zaaranżowany mocny prog-rock, w którym elementy przejmujące, subtelne oraz mocne metalowe riffy są zagrane z polotem i precyzją. Z nieco tajemniczego tytułowego intra wyłania się brawurowy, dynamiczny, melodyjny z potężnym refrenem My Mind. Po kolejnym mocnym, dłuższym (zastanawiam się, czy nie zbyt długim?) utworze ze świetną grą perkusisty Who You Are płynnie przechodzimy w głębsze stadium snu… Solitude to jest ten moment, gdy we śnie zasypiamy po raz kolejny – śliczna, klasycznie zagrana gitara i wokal. Niezbędny uspokajacz, choć w środku tego utworu pojawia się uderzenie i szalona solówka gitarowa Bartka Woźniaka. Znów w tajemniczym, mrocznym klimacie przechodzimy do kolejnej dynamicznej kompozycji About You, pod koniec której kobiecy głos próbuje nas obudzić – końcowa sekwencja tego nagrania to rock symfoniczny najwyższej próby. Przejmującą partią klawiszy płynnie przechodzi w To Be Free – balladę w „anathemowym” klimacie. Napięcie u słuchacza rośnie wraz z utworem… Yesternight – można przypuszczać, że programowym zespołu. Rozbudowana, przepiękna kompozycja pokazuje kunszt muzyków, szeroki wachlarz środków wyrazu. Solówki gitarowe są najwyższej klasy. Wyobrażam sobie co się dzieje z słuchaczami podczas koncertowego wykonania tej kompozycji (a niebawem zapewne sam tego doświadczę na XI. Festiwalu Rocka Progresywnego w Toruniu). Przedostatnia ścieżka to mocny, nieco mroczny Lost – słuchając przypominają mi się niektóre kompozycje grupy Opeth. No i dobrnęliśmy do finału – stanowi go niewątpliwy magnum opus Just Try! – ponad 11 minut uczty, kompozycja kompletna, wysmakowana, mogłaby się nie skończyć… I tu – moim zdaniem jedyny mankament – jeśli już się mam do czegoś „przyczepić”… Nie rozumiem dlaczego muzycy taką wielką kompozycję postanowili zakończyć – dość nagłym – wyciszeniem. Podobny żal miałem zawsze do Marillion za Cinderella Search, jednak oni nagrali również drugą wersję z zakończeniem – może Yesternight też dadzą się na to namówić?

Jedno jest pewne: do takiego poziomu wykonawczego, kompozytorskiego i realizacyjnego, z jakim mamy tu do czynienia, wielu wykonawców z kręgu prog-rocka dochodzi latami. A debiutów tej klasy to oprócz może Riverside – nie pamiętam. Pięknie dziękuję Yesternight za wzruszenia i gratulując życzę progresji!!

Robert Błaszak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *