Arch Enemy (2017) – Will to Power

Nowy środek ciężkości

Szwedzi nie zwalniają tempa. Po dobrze przyjętym War Eternal sprzed trzech lat, na którym po raz pierwszy „zaryczała” Alissa White-Gluz, Arch Enemy serwuje kolejny materiał, o dziwo, bardziej ukierunkowany na melodię, aniżeli metalową agresję. Oczywiście grupa wciąż trzyma się wypracowanego przez lata stylu, ale mimo to w całej tej feerii pędzących gitar, solówek i ryków, jest znacznie mniej ciężaru. Większość pomysłów na utwory zrodziła się w głowie Michaela Amotta, ale na taką konwersję miała również wpływ zmiana personalna w zespole. Po odejściu Nicka Cordle w 2014 roku, do składu dołączył Jeff Loomis, gitarzysta i współzałożyciel – nieistniejącego już – Nevermore. Muzyk, przez wiele lat obracający się w progresywnej ekstremie, wprowadził jeszcze więcej eklektycznego sznytu do muzyki Arch Enemy. Rodzi się zatem pytanie, czy melodic death metal może okazać się jeszcze bardziej melodyjny?

Will to Power (pol. wola mocy) w warstwie lirycznej bezpośrednio odnosi się do koncepcji nietzscheańskich, skupiając się na takich problemach jak: wyzwolenie jednostki, moralność, tolerancja, poszukiwanie siły etc. Amott i White-Gluz dotykają aktualnych tematów, poruszają się po bogatej płaszczyźnie filozoficznej i nawet jeśli zdarzy im się popaść w pretensjonalność, to ich teksty wciąż dobrze wpisują się w osobowość zespołu. Są szczere, cięte i agresywne – na tym polu nic się nie zmieniło.

Po Set Flame To The Night, intro utrzymanym nieco w nastroju Khaos Legions z 2011 roku, od razu dostajemy potężny cios w postaci The Race. Kilka szybkich dźwięków, growl na wyciszeniu i od razu zespół uderza w najwyższe – iście speed/thrashowe – decybele. Nie brakuje tu wirtuozerskich popisów Amotta, zgrabnie zwieńczonych solem Loomisa, a Alissa ostatecznie udowodnia, że jest godną następczynią Angeli Gossow. W podobnym tonie utrzymany jest Blood in the Water, choć tutaj muzycy wprowadzają nieco hardrockowej energii i neoklasycznych melodii. Najsłabiej z całego krążka wypadają The World Is Yours oraz The Eagle Flies Alone, czyli dwa single promujące album. Kompozycje – wyraźnie skrojone pod publikę, stylizowane na koncertowe hymny – zrażają tandetnymi refrenami i wstawkami klawiszowymi. Reason To Believe okazuje się być nowością w muzyce Archów – to pierwsza ballada w ich dorobku i na dodatek całkiem udana. Przewijają się tu nie tylko growle, ale też czyste wokale, a sam utwór wsparty jest ciężkim, rockowym riffem. Wraz z Murder Scene i First Day In Hell grupa powraca do thrashowych riffów w klimatach Testament, gdzieniegdzie wplatając przystępniejsze melodie (m.in. orientalizmy). Po krótkim interludium w postaci Saturnine grupa wkracza na powermetalowe ścieżki. W Dream of Retribution kluczowe role odgrywają podniosłe gitary oraz barokowe dźwięki, zagrane na klawesynie przez samego Jensa Johanssona (Stratovarius, Dio). Shadow And I jest rozwinięciem wcześniejszych thrashowych pomysłów, ale tym razem zostały uzupełnione odrobiną elektroniki. Za to w A Fight I Must Win grupa skłania się w stronę symfonii – partie smyczkowe, skomponowane przez Henrika Jansena i Ulfa Jansona, z ogromną klasą domykają cały krążek.

Arch Enemy w ciągu ostatnich lat przechodził przez rozmaite perturbacje. Zmęczenie materiału było już odczuwalne po premierze Khaos Legions, a War Eternal – nawet pomimo zmiany wokalu – odświeżył tylko sprawdzone schematy. Tegoroczny Will to Power udowadnia, że grupa może jeszcze wykrzesać odrobinę inwencji ze swojej muzyki. Zastosowane na płycie zabiegi melodyczne są odważne, ale całe szczęście większość z nich dobrze kontrastuje z metalową tonacją. Przy pierwszym kontakcie mogą jednak przeszkadzać źle rozłożone akcenty – odniesień do innych płaszczyzn muzycznych jest tu zatrzęsienie i chwilami ich pojawienie się stwarza wrażenie losowości. Kompozycje bronią się za to jako indywidua (poza drobnymi wyjątkami) i warto jest poświęcić każdej z nich odrobinę więcej czasu. Poza tym Will to Power to jak dotąd najlepiej zrealizowany materiał Arch Enemy, ale skoro za produkcję odpowiada – wciąż rozchwytywany – Jens Bogren*, to w tej materii obyło się bez większych zaskoczeń.

Wychodzi na to, że Szwedzi mają wolę mocy na tyle dużą, by nagrać naprawdę dobry album. Miejmy nadzieję, że tego zapału starczy im na kolejne wydawnictwa, a kto wie, być może uda im się jeszcze wypuścić coś na miarę Wages of Sin czy Doomsday Machine. Tak czy siak, fani Archów po przesłuchaniu Will to Power nie powinni mieć powodów do narzekań.

Łukasz Jakubiak

*) wcześniej współpracował z grupą przy albumie War Eternal.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *