Morgan James – Stodoła, Warszawa, 14.12.2017

Niniejsza fotorelacja, podobnie jak niektóre w naszym serwisie, mogłaby być opatrzona krótką notką mniej więcej takiej treści: “W warszawskim klubie Stodoła w ramach trasy Reckless Abandon Tour wystąpiła amerykańska aktorka i piosenkarka Morgan James”. Ale tak nie będzie… bo się nie godzi tak po macoszemu potraktować tak urzekającego występu atrakcyjnej mieszkanki Nowego Jorku. Koncert rozpoczął się tradycyjnie od zestawu piosenek pochodzących z dwóch studyjnych albumów artystki – Hunter (2015) i Reckless Abandon (2017), m.in. energetyczny Up In Smoke, nastrojowe Hunter, You Thought Not czy soulowy Ransom. Morgan od samego początku czarowała swoim głosem, jednak było to tylko preludium do drugiej części występu. Trzęsienie ziemi stanowił nowy cover Mariah Carey – Emotions – wykonany jedynie z towarzyszeniem intrygująco brzmiącej gitary, co nadało tej piosence kompletnie nowy wymiar. A potem, choć wydawało się to niemal niemożliwe, było coraz lepiej. Przy okazji I Put On Spell On You Niny Simone z pierwszej płyty (koncertowej z coverami) publiczność miała okazję dowiedzieć się o fascynacjach muzycznych wokalistki – soulem i rhythm’n’bluesem lat 50. i 60. Niedawno nagrane swingowe This Christmass Donny’ego Hathawaya [Od autora: tłumaczenie tekstu można u nas przeczytać tu], I Can’t Stand The Rain Tiny Turner z wybornym solo na gitarze Douga Wamble’a (prywatnie męża Morgan), Jenny z bezbłędnym wokalem, premierowy Burden wykonany niemal rockowo, głębokie Say The Words stanowiły tak zróżnicowaną, choć wcale nie niespójną mieszankę, że pozwoliły bez trudu pokazać Morgan James skalę głosu, jaką dysponuje. Zasadniczy set koncertowy Morgan James zakończyła kolejnym coverem – Call My Name – na nagranie którego sam Prince dał jej błogosławieństwo oraz porywającym Reckless Abandon. Po owacjach na stojąco i dosłownie chwili nieobecności Morgan z całą trójka towarzyszących jej instrumentalistów wróciła na scenie, aby wykonać m.in. Sledgehammer Petera Gabriela w wersji rhythm’n’blusowej. Podsumuję jednym zdaniem: nieoszlifowany diament i niech takim pozostanie…

Marek J. Śmietański

PS. Dziękujemy firmie Live Nation Polska za akredytację foto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.