Jinjer + Sinoptik/Carnal/Minetaur – Warszawa, 19.06.2018

W miniony wtorek, kiedy fani piłki kopanej przeżywali niezbyt udany debiut polskiej kadry na tegorocznym Mundialu, miłośnicy mocniejszych brzmień zawitali do warszawskiej Hydrozagadki na koncert ukraińskiego Jinjer. Była to doskonała okazja, by nie tylko odreagować naszą porażkę, ale też posłuchać jednej z najciekawszych metalowych grup obracających się w klimatach groove & prog. Grupa odbywa obecnie trasę Cloud Factories 2018 i z tej okazji, dzięki działaniom Knock Out Productions, zagrała w Polsce aż cztery koncerty – najpierw jako support przed Arch Enemy w Krakowie (klub Studio) i Gdańsku (B90), potem zaś jako headliner we Wrocławiu (Firlej) i Warszawie (Hydrozagadka). Występ Jinjer w Stolicy zwieńczył ich tournee po naszym kraju, gdzie towarzyszyli im…


Sinoptik/Carnal/Minetaur

Jako pierwszy na scenie zaprezentował się Sinoptik, trio z Ukrainy przewodzone przez gitarzystę i klawiszowca – Dimiriego Sinoptika. I choć panowie zagrali dla dosyć skromnej publiki, a nagłośnienie na ich koncercie nie było zadowalające, to nie można odmówić im ekspresywności. W ich muzyce słychać echa progresywnego i psychodelicznego rocka z przełomu lat 60. I 70., a całość uzupełniają syntezatory, które jeszcze bardziej akcentują ich oddanie dla klimatów retro. Lider grupy ledwie poruszał się po malutkiej scenie, ale mimo to jego charyzma zdołała pobudzić kilka osób pod sceną. Reszta zaś, nieco znudzona, czekała na mocniejsze uderzenie.

Warszawski Carnal, pomimo dłuższej przerwy od koncertowania, wciąż brzmi naprawdę dziarsko (o ile można tak powiedzieć o death/doomowej kapeli). Cały klub z miejsca ogarnęły bardziej ponure tonacje – przywodzące na myśl wczesne dokonania Tiamat czy Paradise Lost – skoncentrowane na ciężkich riffach, selektywnej rytmice oraz modulowanym wokalu Roberta Gajewskiego. Nie do końca sprawdziło się za to oszczędne oświetlenie, które ani nie zbudowało odpowiedniej atmosfery, ani – tym bardziej – nie ułatwiło pracy przebywającym pod sceną fotografom (w tym również mnie). Sam zespół wypadł naprawdę dobrze – nawet pomimo ograniczeń, z którymi muzycy musieli się uporać podczas występu – i nie ukrywam, że z niemałym entuzjazmem wypatruję następcy Re-Creation (2009).

Pochodzący ze Stolicy Minetaur wbił na podest niczym taran, ściągając zarazem najliczniejszą i najżywszą jak dotąd publikę. Na scenie zrobiło się wyjątkowo ruchliwie (głównie za sprawą frontmana, Naumana), a z pieców popłynęły southernowe gitary dopełnione żywiołowym growlem. Cały występ zdominowały dźwięki z zeszłorocznego albumu grupy, Gravel Pit, z którym po raz pierwszy zetknąłem się w dniu koncertu. I naprawdę byłem mile zaskoczony – to kawał porządnego grania w klimatach Pantery czy Crowbar, a samym muzykom nie można też odmówić technicznej wprawy. Grupa z powodzeniem rozgrzała publiczność przed gwiazdą wieczoru.


Jinjer

Będąc zachwycony występem Jinjer w Progresji*, gdzie grupa zagrała także przed Arch Enemy, uważnie wypatrywałem ich koncertu w roli headlinera. Niestety ze wzglądów logistycznych zamiast do Firleja postanowiłem udać się do Hydrozagadki, który jest skromniejszym klubem (choć swój urok ma, trzeba przyznać). Formacja nie za dobrze prezentuje się na mniejszej scenie – Tatianie Shmayiluk brakuje przestrzeni do swoich szaleństw (chwilami też była pod dźwiękiem, jakby za dobrze się nie słyszała), a publika stała zdecydowanie zbyt blisko muzyków, nawet jeśli intencjonalnie miało to nadać gigowi undergroundowego charakteru. Z drugiej strony zaskoczyła mnie ilość osób przybyłych na koncert – nie brakowało zarówno zwykłych „ciekawskich” (co można było zasłyszeć przy wielu rozmowach), jak również wiernych fanów, którzy dumnie eksponowali swoje koszulki z logiem Jinjer.

Zespół pod kątem technicznym wypadł bez zarzutu (poza kilkoma drobnymi wtopami), a sama setlista została poszerzona o kilka dodatkowych utworów. Oczywiście nie zabrakło stałych punktów ich programu, takich jak: Who Is Gonna Be The One, Sit Stay Roll Over, I Speak Astronomy, Pisces, czy Bad Water, ale – ze względu na to, że jest to trasa promująca reedycję Cloud Factory – nie mogło zabraknąć innych utworów z tego albumu. Mniej więcej w połowie koncertu pojawił się I Want It I’ll Get It, nieco później wybitnie groovy Outlander, zaś krótko przed finałem wybrzmiał utwór tytułowy z ww. wydawnictwa. Po jurnych oklaskach i okrzykach formacja postanowiła zagrać na bis Scissors, szlagier z ich debiutanckiego Inhale. Don’t Breathe. Na pożegnanie można było jeszcze usłyszeć jazzujący Beggar’s Dance – szkoda tylko, że puszczony z „taśmy”, a nie zagrany na żywo.

Setlista:

1. Who Is Gonna Be the One (album: Cloud Factory, 2014)
2. Words of Wisdom (album: King of Everything, 2016)
3. Sit Stay Roll Over (album: King of Everything, 2016)
4. I Speak Astronomy (album: King of Everything, 2016)
5. Just Another (album: King of Everything, 2016)
6. Pisces (album: King of Everything, 2016)
7. I Want It I’ll Get It (album: Cloud Factory, 2014)
8. Captain Clock (album: King of Everything, 2016)
9. Outlander (album: Cloud Factory, 2014)
10. No Hoard of Value (album: Cloud Factory, 2014)
11. Cloud Factory (album: Cloud Factory, 2014)
12. Bad Water (album: King of Everything, 2016)

Bisy:

13. Scissors (album: Inhale, Don’t Breathe, 2012)
14. Beggar’s Dance (album: King of Everything, 2016)


Przyznam szczerze, że w Hydrozagadce jako redaktor byłem po raz pierwszy i pomimo mankamentów związanych z technicznymi ograniczeniami (tj. mała powierzchnia sceny, fatalne oświetlenie i wszechogarniająca duchota) ujął mnie swojski charakter klubu. Totalna samowolka, rozlane browary, żywiołowi acz nieszkodliwi ludzie – rock n’roll w najczystszej postaci. Jednak najbardziej zaimponowała mi praca realizatorów dźwięku. Patrząc na warunki akustyczne klubu (o zgrozo!) panowie kręcą tam prawdziwe cuda i nie mam pojęcia, w jaki sposób są w stanie całkiem znośnie nagłośnić – bo nie mówimy tu o rewelacjach – zespoły takiego formatu jak Jinjer. Nie wiem, co działo się w odsłuchach, ale mniej wymagająca publiczność nie miała na co narzekać pod sceną.

  

Troszkę posłodziłem, troszkę pomarudziłem, ale koniec końców z samego koncertu  wyszedłem niezbyt zadowolony i w tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak poczekać no kolejną trasę Jinjer po Polsce. Formacja powoli zbiera pomysły na nową płytę, a już na początku przyszłego roku (a dokładniej 20 stycznia) wystąpi w Krakowie na jednej scenie z Soilwork i Amorphis. Może to będzie mój strzał w dziesiątkę? Jak to się mówi, do trzech razy sztuka.

Łukasz Jakubiak

PS. Dziękujemy firmie Knock Out Productions za akredytację.

*) Relacja z koncertu Arch Enemy/Jinjer w Progresji do przeczytania w TYM miejscu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.