Non Iron – Innym niepotrzebni

Lata osiemdziesiąte w szarej peerelowskiej rzeczywistości okazały się złotym okresem dla rozwoju szeroko rozumianej polskiej sceny rockowej. To czas, w którym stawiały swoje pierwsze kroki takie zespoły jak chociażby Kult, Dezerter, Oddział Zamknięty czy Moskwa, nagrywając albumy mające dzisiaj status kultowych. To także czas powstania i rozwoju polskiej sceny metalowej, na której prym wiodły Turbo, Kat, TSA, Wilczy Pająk (dzisiaj występujący pod nazwą angielskojęzyczną Wolf Spider) czy Dragon. Niestety wiele z ciekawych projektów muzycznych nie przetrwało próby czasu i popadło wręcz w zapomnienie. Szkoda, bo nie były gorsze od wyżej wspomnianych, ale czas, w którym próbowały zawojować polski rynek, szczególnie w końcówce lat 80. był delikatnie mówiąc nieciekawy.

Na szczęście wytwórnie fonograficzne starają się przypomnieć to, co zostało zapomniane i warte uwiecznienia. Tak właśnie jest w przypadku zespołu Non Iron, którego debiut Innym niepotrzebni z 1989 roku właśnie doczekał się reedycji nakładem Metal Mind Productions. Non Iron założony został w 1985 roku z inicjatywy Henryka Tomczaka (muzyka odpowiedzialnego za powstanie między innymi formacji Turbo), do którego dołączyli były perkusista Turbo – Wojciech Anioł, wokalista Wilczego Pająka – Leszek Szpigiel oraz gitarzyści Janusz Musielak i Zbigniew Ślatała. Dwa lata później miejsce Ślatały zajął Wojciech Hoffmann, zaś Anioła zastąpił Jędrzej Kowalczyk.

Jak widać, skład zespołu oparty był na gwiazdach ówczesnej sceny metalowej, dlatego nic dziwnego, że Non Iron określano mianem supergrupy. Czy debiut supergrupy był super albumem? Szczerze mówiąc, już trzydzieści lat temu nie brzmiał nowocześnie, nie łamał istniejących schematów i nie stanowił inspiracji dla następnych pokoleń. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że muzycy tworzący zespół najwyraźniej nie mieli takich aspiracji (te realizowali w swoich macierzystych formacjach). Po prostu postanowili nagrać materiał, który będzie dobrze brzmiał (jak na tamte czasy), a słuchanie jego będzie sprawiało przyjemność. I cel ten został w pełni zrealizowany.

Płyta Innym Niepotrzebni, to klasyczny hardrockowy materiał wzbogacony o heavymetalowe  elementy z odrobiną bluesa w tle, oparty na prostych i wpadających w ucho riffach, które pozostają na długo w głowie. Na 36 minut muzyki składa się osiem utworów, które przenoszą nas do lat minionych, gdzie liczył się przede wszystkim duch muzyki, umiejętność grania i komponowania, a nie elementy zastępcze w postaci sampli i innych gadżetów. Dlatego muzyka zawarta na płycie brzmi wprawdzie surowo, ale szczerze i choć nie grzeszy oryginalnością, to sprawia, że noga rytmicznie będzie Wam podrygiwała. Oczywiście uważni słuchacze doszukają się na płycie wpływów klasyków gatunku, jak chociażby Deep Purple, Judas Priest czy chociażby Iron Maiden ale nie przeszkadza to jednak w odbiorze całości i nie pozbawia przyjemności ze słuchania płyty. Myślę, że takie utwory jak Brat wielkiej biedy, Jak cień snuję się czy To wszystko słowa, słowa, słowa dzięki rytmicznym gitarom, okraszonym kapitalnymi solówkami mogą spokojnie stanowić element składanek samochodowych, przy których radośnie wdepniemy pedał gazu, by delektować się jazdą. Na płycie szczególnie zwracają uwagę pełne ekspresji i melodii solówki Musielaka i Hoffmanna. Trudno się jednak dziwić, bo Ci panowie to klasa sama w sobie i nie po to biorą gitarę do ręki, aby marnować czas słuchacza. Tym, co dzisiaj trochę trąci myszką i może drażnić, są teksty, które momentami są niezrozumiałe, a czasem wręcz infantylne. Ale cóż, ten element jest piętą achillesową wielu współczesnych gwiazd, więc nie ma o co rozdzierać szat.

Jeśli chodzi o brzmienie, dzisiaj może się ono wydawać archaiczne, ale wówczas – mimo zdecydowanie mniejszych możliwości realizatorskich niż na zachodzie – było naprawdę dobre. Obecna reedycja poddana została remasteringowi, dzięki czemu dźwięk jest czystszy i bardziej przyjazny dla wymagających odbiorców. To ważne, gdyż właśnie ukazała się winylowa wersja płyty (180g), co jest gratką szczególnie dla fanów czarnych krążków.

Tak jak wspomniałem, Non Iron nie zapisał się w historii muzyki polskiej złotymi zgłoskami, stanowiąc inspirację dla przyszłych pokoleń, ale na pewno był ważną częścią rodzącej się wówczas polskiej sceny metalowej. Właśnie z tego powodu warto mieć w swojej kolekcji płytę Innym Niepotrzebni. Płytę szczerą do bólu,  której słuchanie daje sporo przyjemności i do której z przyjemnością będziecie wracali.

Radosław “Szadek” Szatkowski

 

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.