New Model Army (2019) – From Here

Prawie 40 lat na scenie (oficjalnie 40-lecie obchodzić będą w przyszłym roku). Choć nigdy nie byli na szczytach list przebojów, są rozpoznawalni na całym świecie. Zawsze wierni swoim przekonaniom, na opak panującym trendom, bezkompromisowo podchodząc do muzyki, zaskarbili sobie szacunek fanów na całym świecie. Co ważne, wśród tych fanów są przedstawiciele kilku pokoleń, co pokazuje że zespół z Bradford jest ponadczasowy. Takie utwory jak Here comes The War, Vegabonds, Hunt czy I Love The Worold wciąż brzmią świetnie pomimo upływu lat. Jak każdy zespół, w swojej historii mieli okresy lepsze i gorsze. Nagrywali płyty genialne i słabsze, ale nawet te słabsze nie schodziły poniżej poziomu akceptowalności. Przewrotnie można powiedzieć, że od kilku lat nastąpiła w ich muzycznym życiu “nudna” stabilizacja, gdyż na ostatnie albumy składają się świetne kompozycje, które z jednej strony porywają słuchacza rytmicznymi dźwiękami i doskonałymi melodiami, a z drugiej zmuszają do zadumy nad światem, który nas otacza.

Płyta From Here powstała w ekspresowym tempie. Proces komponowania i nagrania materiału zajął muzykom zaledwie 70 dni, wszystko zaś miało miejsce  na małej norweskiej wyspie Giske. Surowy klimat ewidentnie posłużył muzykom, którzy stworzyli równie surowy, a zarazem hipnotyzujący album, składający się z 12 kompozycji. From Here jest albumem na pozór bardziej stonowanym, ale gdy wsłuchamy się w poszczególne utwory, znajdziemy w nich ukrytą energię dobrze znaną słuchaczom z poprzednich płyt. Duża w tym zasługa nie tylko wyeksponowanych perkusji i basu, na rytmie których w głównej mierze opierają się kompozycje, ale też dobrze wpasowanych gitar akustycznych, które raz wprowadzają klimatyczny nastrój (jak np. Hard Way, Setting Sun) by za chwilę wyrażać wściekłość (Watch And Learn, From Here). W odróżnieniu jednak od dwóch ostatnich płyt zdecydowanie mniej jest tutaj etnicznych elementów, za to Sullivan i spółka w sposób mistrzowski skupiają się na budowaniu atmosfery poprzez dodanie ascetycznie brzmiących elektrycznych gitar czy wstawionych na dalszy plan klawiszy. Dzięki tym zabiegom w  kompozycjach jest więcej przestrzeni, która otacza nastrojowymi, a momentami wręcz transowymi dźwiękami.

Jak sami muzycy wspominali w zapowiedziach, tytuł płyty odnosi się do miejsca, w którym ona powstała. Jednak gdy zagłębimy się w warstwę tekstową okazuje się, że jest też punktem, który wytycza nam początek drogi. Od strony tekstowej motywem przewodnim jest właśnie droga, którą przemierzamy przez życie. Śpieszyłem się, ruszyłem w drogę młody. Nigdzie się nie wybierałem, po prostu musiałem biec – tak właśnie zaczyna się płyta i tak właśnie rozpoczyna się podróż, w którą zabiera nas. Podróż, w której widzi świat ludzi wiecznie zaganianych, podążających bez celu. Zbyt zmęczonych, by się śmiać, znudzonych fajerwerkami, chcącymi zobaczyć ogień (End Of Days). Gdzieś wewnątrz pojawia się jednak potrzeba spojrzenia w siebie, dokonania aktu skruchy, swoistej spowiedzi, potrzeba dojrzenia świata w innym duchowym wymiarze, który niedostrzegany, jest obok nas. Pozornie może wydawać się, że obraz rysowany przez Sullivana jest dekadencki, ale jest w nim jednak przebłysk nadziei na lepsze jutro.

New Model Army po raz kolejny nie zawiodło. Pokazuje, że można się pięknie starzeć i zamiast odcinać kupony od popularności, być kreatywnym i intrygującym, nie zapominając o swoich korzeniach. Zespół nie stracił swojego charakteru, ciągle pozostaje poza głównymi nurtami muzycznymi, a mimo to tworzy muzykę atrakcyjną dla słuchacza, która na długo z nim pozostanie. New Model Army to jednak zespół przede wszystkim koncertowy, dlatego czekam na ich październikową trasę, by sprawdzić jak prezentują sie nowe kompozycje na żywo.

Radosław Szatkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.