Pill of Jazz 3 – Mike Mainieri

Dzień dobry, a może dobry wieczór…

Trzeci odcinek Pill of Jazz będzie poświęcony niezwykłemu muzykowi, który nie tylko jest kompozytorem i producentem jazzowym, ale współpracował w różnych rolach z wykonawcami reprezentującymi przeróżne gatunki – pop, soul, folk, a nawet rock.

Znakomity instrumentalista, z którym dziś się spotkamy, jako sideman wspomagał tak znane postaci muzyki popularnej jak Paul Simon, Billy Joel, Paul McCartney czy Mark Knopfler, pomijając tu cały gwiazdozbiór wykonawców jazzowych. Jakby tego było mało, wyprodukował wiele albumów popowych i poprockowych, choćby Carly Simon, Arta Garfunkela, Andy’ego Summersa z The Police, czy nawet aktorki Jane Fondy.

Zanim posłuchamy muzyki, zacytuję naszego bohatera:

Byłem gościem od sesji. Przeniosłem się do Woodstock i była to bardzo ważna część mojego życia, ponieważ miałem tam kontakt z artystami rockowymi, folkowymi i bluesowymi, a także ze zróżnicowaną społecznością muzyków jazzowych. Uwielbiałem takie sytuacje, gdy dzwonił Steven Tyler, żebym przygotował duże aranżacje smyczkowe na 60-osobową orkiestrę na płytę Toys In The Attic lub gdy grałem w American Pie Dona McLeana, a potem robiłem sesję z Kenny’m Burrellem.

[tak, tak Kenny Burrell to ten sam gitarzysta, który towarzyszył Stanowi Getzowi podczas jego ostatniego koncertu, o czym wspominałem w pierwszej jazzowej pigułce przyp. aut.]

Muzycznie zacznę dziś zatem bardzo przewrotnie. Wcale nie od jazzu, lecz od kompozycji z kompletnie innej bajki…

Mike Mainieri nie tylko przygotował aranżacje, ale też dyrygował orkiestrą symfoniczną podczas nagrywania w 1975 roku piosenki You See Me Crying, która zamykała płytę Toys In The Attic grupy Aerosmith. W piosence nie pojawia się jednak żaden z instrumentów, na których Mainieri mistrzowsko potrafi grać. Marimbę możemy usłyszeć na przykład w Private Investigations, a wibrafon – w Ride Across The River grupy Dire Straits.

Zainteresowanie wibrafonem kilkuletni Mike zawdzięcza matce, która uwielbiała melodyjne brzmienie tego instrumentu. Do prywatnej szkoły muzycznej zaczął uczęszczać, bo posłali go tam rodzice, żeby nie włóczył się po mieście. Mainieri jest jednak przykładem muzyka, który swój talent obudził nie dzięki lekcjom muzyki, ale samodzielną mrówczą pracą i morderczymi ćwiczeniami. Gdy po operacji wyrostka robaczkowego, przez kilka miesięcy był uziemiony w domu, grał po kilka, a czasem kilkanaście godzin dziennie. Partii solowych uczył się, cierpliwie słuchając płyt gramofonowych niemal do ich zdarcia.

Mając 14 lat, zaliczył ze swoim trio pierwsze publiczne występy w telewizyjnym show dla dzieci. Co interesujące, chłopcy nie dostawali za nie wynagrodzenia, a jedynie kupony zniżkowe na buty bądź zegarki. Udało im się jednak na tyle wyróżniająco zaprezentować, że pojechali w trasę z orkiestrą Paula Whitemana. Trzy lata później Mainieri był już nie tylko członkiem sekstetu amerykańskiego wirtuoza perkusji Buddy’ego Richa, ale też jego aranżerem. Spędził z nim na scenie 7 lat, co dało mu ogromne doświadczenie koncertowe, które zaowocowało pierwszym studyjnym wydawnictwem płytowym The Mike Mainieri Quartet…

Na debiutanckiej płycie Blues On The Other Side, wydanej w 1962 roku, połowa kompozycji była autorska. Wśród nich znalazła się właśnie Waltzin’ In And Out, która zamykała krążek. Warto zauważyć, że na perkusji w kwartecie grał wówczas Joe Porcaro – ojciec Jeffa, Steve’a i Mike’a czyli braci znanych z grupy Toto.

Od połowy lat 60. muzyczne życie Mainieriego przypominało jazdę slalomem na autostradzie. Grywał z legendarną orkiestrą Benny’ego Goodmana, Colemanem Hawkinsem, Billie Holiday, Dizzie’m Gillespie czy Wesem Montgomerym. Próbował swoich sił również w jazz rocku i nurcie fusion, które dopiero powoli się kształtowały. Nagrał kilka płyt pod różnymi szyldami, każdą niemal odrębną gatunkowo: oprócz wspomnianych fusion i jazz rocka, ma na koncie też hardbopowe wydawnictwa. Nie próżnował również w zakresie technologii – jest inicjatorem eksperymentalnych prac związanych z elektronizacją wibrafonu, m.in. w 1964 roku skonstruował system przetworników do wzmacniania wibrafonu, a w latach 70. – wprowadził pierwszy monofoniczny wibrafon MIDI.

Niewątpliwie przełomowym wydarzeniem było wydanie w 1972 roku albumu White Elephant, który został nagrany przez 20-osobowy skład kierowany przez Mike’a. Spotkał wówczas nie tylko jeszcze nieznanego basistę Tony’ego Levina, ale przede wszystkim braci Breckerów. Wieloletnia przyjaźń z młodszym z nich – nieżyjącym już Michaelem – zaowocowała eksplozją pomysłów.

Zarówno Michael Brecker, jak i Tony Levin wspomogli Mainieriego podczas nagrywania solowej płyty w 1981 roku…

Usłyszeliśmy autorską kompozycję Mike’a L’Image z płyty Wanderlust.

Jak Mainieri pracuje nad swoimi kompozycjami? Opowiada o tym bardzo szczerze:

Nauczyłem się, co grać, a czego nie. Słuchałem tego, co było grane na gitarze akustycznej i zastanawiałem się, jak to zabrzmi na wibrafonie. (…) Wyobrażam sobie po prostu, że jestem gitarzystą grającym na wibrafonie.

Ambicje Mainieriego sięgały jednak znacznie dalej niż wieloletnia praca sidemana czy producenta, przerywana z rzadka realizacją płyt sygnowanych jedynie własnym nazwiskiem – do tego czasu, przez 30 lat muzykowania, nagrał ich raptem pięć, w tym dwie wydane przez kwartet. W końcu wykonał ten decydujący krok i stanął na czele własnego zespołu. Pod koniec lat 70. amerykańska publiczność poznała zespół Steps, grający muzykę na pograniczu jazzu, fusion i rhythm’n’bluesa. Dziś taki skład określilibyśmy mianem super-grupy, bo oprócz lidera, znaleźli się w nim: saksofonista Michael Brecker, pianista Don Grolnick, kontrabasista Eddie Gómez i perkusista Steve Gadd. Sukces przyszedł niemal od razu, albowiem dwupłytowa koncertówka, zarejestrowana w grudniu 1980 roku w Tokio, zatytułowana Smokin’ In The Pit  dość szybko uzyskała status złotej.

Soul Eyes  to jazzowy standard skomponowany przez Mala Waldrona w 1957 roku i rozsławiony przez Johna Coltrane’a, a do dziś nagrany prawdopodobnie przez dziesiątki, jeśli nie setki jazzmanów. Choćby przez wspominanych już wcześniej Stana Getza i Kenny’ego Burrella czy Kandace Springs, której debiutancka płyta nosi właśnie taki tytuł…

Po wydaniu kolejnych dwóch płyt, nazwę Steps zamieniono na Steps Ahead, bo jak to często bywa w USA, w innym stanie istniała grupa, która nazywała się tak samo, a powstała wcześniej. Nie będę Was zamęczał wyliczaniem, z kim współpracował Mike Mainieri w ramach tego projektu, bo naprawdę długo by to trwało. Jednak z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogę stwierdzić, że od końca lat 70. takich muzyków było około czterdziestu. Zmiany w Steps Ahead, nie tylko personalne, to zresztą niemal codzienność. Zespół zaczynał jako akustyczny, potem stał się elektryczny, aby pod koniec lat 90. powrócić do brzmienia akustycznego. A Mainieri przez lata często rotował składem w zależności od pomysłu na trasę albo festiwali, na których często się pojawiali. Nie zmieniło się tylko jedno – mianowicie to, z czego wibrafonista jest najbardziej znany. Niezależnie od szyldu, pod którym gra, w pamięci pozostają długie linie melodyczne z dziwacznymi przejściami i nagłymi zakończeniami oraz mnóstwo łagodnych kontrastów. Wbrew pozorom nie pomyliłem się, dokładnie to chciałem powiedzieć – łagodne kontrasty.

Posłuchajmy utworu z początków działalności grupy pod nową nazwą, kiedy Mainieri dokonywał jeszcze tylko kosmetycznych zmian w kolektywie.

Kompozycja Islands pochodzi z pierwszej płyty Steps Ahead, uznawanej powszechnie za jedną z najlepszych, a zatytułowanej w niezwykle wyszukany sposób 😉 czyli nazwą grupy.

W latach 80. i 90. Steps Ahead była traktowana jako ikona elektrycznego jazzu. Minęło wiele lat, a zespół wciąż istnieje, choć ze względu na wiek Mainieriego jego aktywność jest ograniczona. Zbiegło się to z faktem, iż Mike pod koniec XX wieku uświadomił sobie, że jednak lubi pracować nie tylko jako sideman, ale też jako promotor. Stworzył niezależną, jazzową wytwórnię NYC Records Inc., pojawiał się jako gość specjalny na płytach jazzowych, zaczął współpracować z songwriterami.

To i tak nic w porównaniu z pomysłami z lat 60. Przykładowo, zdarzyło mu się kupić farmę owocową w pobliżu Woodstock i przez 6 lat był – jak to nazywał – farmerem weekendowym w sezonie letnim.

Jednym z najbardziej znaczących dokonań solowych Mainieriego jest album American Diary, nagrany w składzie bez pianisty. Mieszankę bardzo zróżnicowanych kompozycji udało się kwartetowi zmienić w kreatywny jazz. Spójność tego pozornie niespójnego materiału do dziś może zaskakiwać do tego stopnia, że trudno stwierdzić, które utwory oryginalnie przynależą do muzyki poważnej, a które – do popularnej, wśród których znajdziemy zarówno kompozycje nowe, jak i tradycyjne XIX-wieczne pieśni czy nawet piosenkę z musicalu. Chciałoby się sięgnąć po tę świetną płytę, która została wydana w 1994 roku jako solowy album Mike’a Mainieriego. Niestety czas nas goni, zatem w wolnej chwili w ramach pracy domowej posłuchajcie sobie utworu Somewhere Leonarda Bernsteina i zastanówcie się, czy w tej wersji odgadlibyście, że to piosenka napisana do West Side Story?

My natomiast zajrzymy na wyjątkowo atmosferyczny album zatytułowany Northern Lights

Vertigo to jedna z pięciu kompozycji Mainieriego z płyty Northern Lights, wydanej w 2006 roku. Album został nagrany głównie ze skandynawskimi instrumentalistami, wśród których znajdziemy m.in. pioniera nu jazzu – trębacza Nilsa Pettera Molværa i jego muzyków, basistę Larsa Danielssona czy saksofonistę Bendika Hofsetha, który przewinął się przez Steps Ahead w latach 90.

A skoro wrócił temat Steps Ahead, to przypomnijmy sobie, co kilka lat temu Mike Mainieri stwierdził o swoim najbardziej popularnym projekcie:

Uwielbiam ten zespół i fajnie było grać materiał, nad którym pracowaliśmy lub który graliśmy w przeszłości. Z drugiej strony, kiedy gram z Bobo Stensonem, nawet nie wiem, do cholery, co będziemy grać. Możemy mieć w głowie dwie lub trzy melodie, ale reszta będzie całkowicie niekontrolowana. To jest taki spacer po linie.

Lubicie muzyczne spacery po linie?

Do usłyszenia!

Marek J. Śmietański

Bibliografia:
[1] Anthony Smith, A Conversation With Mike Mainieri – wywiad z Mike’m Mainieri dla All About Jazz, opublikowany online 02.06.2017 https://www.allaboutjazz.com/a-conversation-with-mike-mainieri-mike-mainieri-by-michael-ricci.php
[2] Nicolae Sfetcu, The Music Sound (e-book), 2014

Artykuł stanowi tekstowy zapis audycji, emitowanej w brytyjsko-polskim radio internetowym HTM eco Radio w ramach cyklu “Pill of Jazz”.

Zbiorcza playlista Spotify z dotychczas emitowanych audycji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Treść jest chroniona!!!