Musical Testimony – Robert Berry

Siedem śmiertelnych grzechów, siedem dróg do zwycięstwa, siedem diabelskich ścieżek do nieba…*

ROBERT BERRY – amerykański multiinstrumentalista (z naciskiem na gitarzysta), wokalista, kompozytor i producent muzyczny, którego zainteresowania muzyczne skupiają się na rocku progresywnym i nurcie AOR, ale sięgają również poza progresywny i rockowy mainstream. W Europie najbardziej znany jest z udziału w realizacji kultowych już tribute albumów wydawanych przez amerykańską wytwórnię progrockową Magna Carta Records (dotychczas zostały wydane płyty z muzyką Genesis, Pink Floyd, Yes, Jethro Tull, Rush oraz Emerson, Lake & Palmer). Innymi projektami, w których wziął udział, były: grupa 3 (Three) utworzona przez Keitha Emersona i Carla Palmera jako substytut ELP (ta współpraca zakończyła się wydaniem albumu studyjnego w 1988 roku oraz po wielu latach 2 koncertowych) oraz The December People – zespół, który nagrywa tradycyjne bożonarodzeniowe piosenki w rockowych wersjach wzorowanych na topowych wykonawcach (Santana, The Who, Boston, ELP, ZZ Top, Journey, AC/DC, Rush czy Elton John), przeznaczając swoje dochody dla amerykańskich banków żywności.

Berry wydał również kilka regularnych płyt solowych oraz album, który był rozszerzeniem ścieżki dźwiękowej nagranej do gry komputerowej The Wheel Of Time zainspirowanej przez cykl fantasy Roberta Jordana Koło Czasu. W 2018 roku, samodzielnie ukończył pracę nad albumem, który miał być powrotem grupy 3 w formie duetu z Keithem Emersonem. Oprócz tego, był współzałożycielem i nagrywał płyty z amerykańskimi kapelami rockowymi takimi jak nieistniejący już Hush i wciąż aktywny Alliance (z Garym Pihlem z zespołu Boston i muzykami z zespołu Sammy’ego Hagara), krótko współpracował jako perkusista koncertowy z zespołem Ambrosia, znalazł się w składzie drugiego wcielenia supergrupy GTR, zastępując w niej Hacketta, a od wielu lat regularnie pracuje jako producent muzyczny, m.in. dla wspomnianego wydawnictwa Magna Carta (jego grę można usłyszeć m.in. na płytach grup Magellan i Tempest). Ponadto, od wielu lat jest basistą The Greg Kihn Band.

W tym miejscu, redaktor prowadzący uznaje za wskazane wyrażenie wyrazów wdzięczności dla Roberta za udzielenie odpowiedzi ze wskazaniem konkretnych albumów w odpowiedzi na KAŻDE zadane pytanie. Nikt wcześniej tego nie dokonał. Robercie, szacunek! 😀

Na pewno nie chcę pytać, którą ‘swoją’ płytę uważasz za najlepszą ani o płyty, które Cię zainspirowały. Nie zapytam również o płytę na imprezę ani na romantyczny wieczór 😉 

Album, który zabrałbyś na bezludną wyspę (zaczynamy raczej dość tradycyjnie, tak na rozgrzewkę) …

Jeff Beck Blow By Blow (1975)

Zawsze mówiłem, że jeśli utknąłbym na bezludnej wyspie, to właściwie nie potrzebowałbym nic oprócz nieograniczonych zapasów chipsów i gitary. Muzyka jest moim życiem. Jednak albumem, który musiałbym tam mieć byłby Blow By Blow Jeffa Becka.

Album, który mógłbyś sobie zaserwować jako przysłowiową poranną kawę (małe przebudzenie, choć jednak nie trzęsienie ziemi, ale emocje powinny rosnąć) …Don Henley End of the Innocence (1989)

Teksty na tej płycie są bardzo ważne dla mnie.

Album, w którego nagraniu miałeś swój udział, jednak po który sięgnąłbyś w ostatniej kolejności (żeby całość nie wypadła za słodko)…

Robert Berry “Pilgrimage to a Point” (1993)

Moim własnym ulubionym albumem jest Pilgrimage To A Point. Znajdują się na nim piosenki, które napisałem, gdy mieszkałem w Londynie i pracowałem ze Stevem Howe, Carlem Palmerem, Keithem Emersonem i Geoffem Downesem.  Kilka piosenek było przeznaczonych na drugą płytę GTR i  kilka na drugą płytę projektu 3 [pierwsza nigdy nie zostały nagrana, a drugą Berry wydał pod szyldem 3.2, bez udziału Palmera, jednak wykorzystując nagrania i pomysły Emersona, który popełnił samobójstwo, zanim rozpoczęły się nad nią konkretne prace – przyp. red.].  A do napisania kilku innych zainspirowało mnie moje otoczenie. [Robert jako pierwszy spośród ‘przesłuchiwanych’ wskazał swoją autorską płytę jako rzadko słuchaną, choć wcale nie traktuje jej jako słabszej – przyp.red.].

Album, z gatunku tych niedoścignionych ideałów, w ponownym nagraniu którego wziąłbyś udział bez zastanowienia (takie płytowe Marchewkowe pole czyli wszystko się może zdarzyć)

The Beatles Abbey Road (1969)

Moim marzeniem zawsze było pracować w studio z Paulem McCartneyem lub Jeffem Beckiem.  Sądzę więc, że moim pierwszym wyborem byłoby ponowne nagranie Abbey Road The Beatles. Ta płyta ma naprawdę potężne brzmienie.  Jestem wielkim fanem wzmacniaczy Vox, gitar Rickenbacker i basów Hofner. Obejrzyj galerię gitar na mojej stronie internetowej [rzeczywiście, wśród zdjęć ponad 130 gitar, które Robert używał zarówno na scenie, jak i w studio znajdziemy kilka Rickenbackeróws i niejednego Hofnera – przyp. red.].

Album, którego nie chciałeś słuchać wczoraj, ale chętnie posłuchasz jutro (szczerze wyznaję winy swoje) …

Pink Floyd Dark Side of the Moon (1973)

Kiedy byłem młody, nie chciałem słuchać Dark Side Of The Moon Pink Floyd.  Teraz uważam, że jest to wyjątkowe dzieło. W moim rodzinnym mieście Pink Floyd był uważany za zespół dla narkomanów.  Wiele osób ćpało i słuchało takiej muzyki. A ponieważ ja w młodości robiłem wszystko, żeby trzymać się z daleko od czegokolwiek, co miało wspólnego z narkotykami, to i Pink Floyd byli poza moimi zainteresowaniami. Ale teraz bardzo lubię Pink Floyd.  Szczególnie za to wspaniałe brzmienie gitary i solówki.

Album, który w szczególny sposób Cię zaskoczył (Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. To specyficzny i ekskluzywny sport i luksus intelektualistów.”**)

Różni wykonawcy Encores Legends & Paradox: A Tribute to the Music of ELP (1999)

Album, który okazał się dla mnie największym zaskoczeniem jest jednym z tych, nad którym pracowałem dla Magna Carta Records.  Poprosili mnie, abym zrobił płytę Tribute to Emerson, Lake and Palmer [połowę utworów wyprodukował Robert, a drugą połowę opracowali bracia Trent i Wayne Gardner z grupy Magellan – przyp. red.]. Zaprosiłem do współpracy m.in. klawiszowca Jordana Rudessa i perkusistę Simona Phillipsa.  Nie byłem przygotowany na tak wielkie poświęcenie i niesamowite wykonania, które obaj przedstawili [obaj zagrali w utworach “Karn Evil 6” i “Hoedown”, ponadto Phillips w “Knife Edge”, “The Barbarian” i “Tarkus” – przyp. red.].  Oczywiście wiem, jak dobrymi są muzykami, ale doprawdy – na albumie tribute? Obaj bardzo poważnie potraktowali ELP jako zespół, który ich inspirował. Dzieła tej dwójki wciąż mnie ekscytują, gdy teraz dziś słucham tej płyty.

(na koniec możesz pofantazjować, ile dusza zapragnie) Album marzeń nagrałbyś z …
Nie jestem pewien, co mam odpowiedzieć. Zawsze chciałem pracować z George’m Martinem jako producentem. I oczywiście gdzieś pomiędzy Chrisem Squire’m i Paulem McCartneyem znajduję najlepsze linie basu w muzyce rockowej. Potężne akordy gitarowe Petera Townsenda zmieszane z niesamowitymi solówkami Jeffa Becka.  A na perkusji – moimi ulubieńcami są David Lauser z Sammy Hagar Band, Carl Palmer i oczywiście Simon Phillips. Ale mógłbym również łatwo ‘skompletować’ skład na jeszcze jeden super album: Ab Laborial Jr. (perkusista McCartneya), Geddy Lee na basie, Geoff Downes na klawiszach, ja na różnych innych instrumentach, wokale podzielone między with Dona Henleya, Stinga i Melissę Etheridge (tak, naprawdę), na gitarze prowadzącej Jeff Beck, a na rytmicznej – Keith Richards,  no i dołączyłbym do tego wszystkiego sekcję perkusyjną Santany.

Przesłuchiwał: Marek J. Śmietański

*) Parafraza początku utworu Moonchild Iron Maiden z płyty Seventh Son of A Seventh Son (1988);
**) Cytat z Buntu mas (1929) hiszpańskiego filozofa i pisarza Jose Ortegi y Gasseta.

Inne wywiady z cyklu Musical Testimony można znaleźć tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Treść jest chroniona!!!