Skyharbor – Patience

Cierpliwość Śpij… Zaśnij… Moja dusza tęskni za ostatnim spojrzeniem na ciebie Nim zostawię cię tu, by…

Pyłem w twarz

Od znakomitego Guiding Lights (2014) w kręgach Skyharbor nastąpił kolejny zwrot. Anup Sastry postanowił zaangażować się w inne projekty (można było go usłyszeć m.in. na dwóch ostatnich albumach Marty’ego Friedmana), a jego miejsce za bębnami zajął Aditya Ashok. Największa zmiana zaszła jednak na stanowisku frontmana. Daniel Tompkins już na dobre wrócił do TesseracT, swojej macierzystej formacji, i w związku z tym, że obydwa zespoły po dziś dzień aktywnie koncertują, musiał zrezygnować ze współpracy ze Skyharbor. Na szczęście Keshav Dhar, gitarzysta i lider grupy, szybko znalazł godne zastępstwo. W 2015 roku do składu dołączył Eric Emery – wokalista obdarzony głosem bliźniaczo podobnym do Chestera Benningtona (R.I.P.) z Linkin Park, który uczestniczył wcześniej przy nagrywaniu solowej płyty Meytal Cohen*. Po czterech latach przerwy i wydaniu aż trzech niezależnych singli – Out of Time, Blind Side oraz Chemical Hands – grupa wypuściła na rynek swój trzeci pełnowymiarowy krążek zatytułowany Sunshine Dust.

Głos Emery’ego wzorcowo wkomponował się w przestrzenne dźwięki Skyharbor, ale muzyk niestety nie podźwignął lirycznej strony krążka. Na Sunshine Dust dotyka naprawdę trudnych tematów – pisze m.in. o podległościach, kryzysie jednostki oraz autodestrukcyjnych skłonnościach – ale ubiera je w tak trywialne metafory, że nie powstydziłby się ich nawet sam Paolo Coelho. Liryczna prostota, a chwilami wręcz grafomaństwo, nie wychodzi więc na dobre nowemu wydawnictwu Indyjczyków.

Na szczęście grupa, przynajmniej do pewnego momentu, rehabilituje się na płaszczyźnie muzycznej. Ambientowe preludium w postaci Signal płynnie łączy się z następującym Dim. Kompozycja od razu krystalizuje ton krążka – więcej tu elektroniki i rockowych form, a nieco mniej matematycznych struktur. Dalej przewijają się wspomniane we wstępie single. Out of Time – ze zgrabnie zaakcentowanymi partiami basu Krishny Jhaveriego – wydaje się bardziej selektywny od pierwotnej wersji. Dodatkowo można tam usłyszeć partie smyczkowe (skomponowane przez Randy’ego Slaugha), które nadają utworowi filmowego charakteru. Najbardziej przemodelowany z całej trójki okazał się Synthetic Hands (wcześniej znany pod tytułem Chemical Hands). Rytmiczny przepych został zastąpiony gitarowymi ewolucjami Keshava Dhara i Devesha Dayala, a całość zamyka (tu akurat niezmieniony) popis Erica Emery’ego – imponujący zarówno od strony emisyjnej, jak i interpretacyjnej. Z kolei Blind Side – bodaj najbardziej emocjonalny numer na płycie – zyskał jeszcze więcej oddechu. Całkiem finezyjnie wypada też Disengage/Evacuate. Po industrialnym wstępie muzycy sukcesywnie zwiększają obroty, z czasem czasem dodając polirytmiczne partie i wokalizy. Przesłodzony ton utworu przełamuje dopiero iście psychodeliczny finisz.

Jednak im dalej w lasy, tym bardziej Skyharbor zaczyna się obijać. Ethos i Ugly Heart to bezpieczne kawałki, które nie wychodzą poza utarty szablon. Nawet króciutkie, fusionowe solo Dhara w tym drugim utworze niewiele zmienia. Nieco większą kreatywnością Indyjczycy popisali się za to w The Reckoning oraz Dissent. Ten pierwszy to porządny instrumental – oparty na dubowych motywach, powoli zmierzający do postrockowego rozwinięcia – z kolei drugi uderza już w nu-metalowe brzmienia. Dla odmiany Menace nie grzeszy subtelnością – bałaganiarski refren (po co te screamy?) i zbyt wybita sekcja rytmiczna świadczą albo o lenistwie muzyków, albo o wyraźnym spadku formy. Byłoby lepiej, gdyby kawałek w ogóle nie znalazł się na płycie. Po Temptress – czyt. zbędnym zapychaczu – album zmierza do wyczekiwanego postludium. Szczęśliwie dla słuchaczy utwór tytułowy okazuje się subtelną konkluzją – porządnie zaśpiewaną, nośną, a przy tym bardzo harmoniczną.

Sunshine Dust to album nierówny, pozbawiony klarownej wizji. Kompozytorski talent formacji przejawia się głównie w starszych utworach (napisanych krótko po dołączeniu Emery’ego), które do oficjalnego wydania były dopieszczane przez muzyków. Nawet jeśli zmiany okazały kosmetyczne, to czuć w nich ogromny wkład twórczy. Materiał od strony realizacyjnej, za którą odpowiada Forrester Savel, również jest bez zarzutu – miks jest czytelny, a wszystkie partie zostały uczciwie wyeksponowane. W odbiorze Sunshine Dust nie pomaga też pseudoeklektyzm. Paradoksalnie to właśnie on odsłania największy problem wydawnictwa, czyli odtwórczość. W muzyce grupy wciąż dominuje djent, ale panowie chwilami aż za bardzo skłaniają się w stronę prostszych (choć nie prostackich) form. W pewnym momencie płyta zmienia się w dziwaczny kolaż elektro-popu i nu-metalu, co nie do końca spodoba się sympatykom bardziej artystycznego Guiding Lights.

Choć na nowe dzieło Skyharbor spłynęło w tej recenzji wiele gorzkich słów, to wciąż warto się nim zainteresować. To rzetelny materiał, który po prostu nie wytrzymuje porównania ze swoim poprzednikiem – na Guiding Lights muzycy postawili zbyt wysoką poprzeczkę. Koniec końców miłośnicy grupy i lżejszych odmian djentu powinni być usatysfakcjonowani. Pozostali zaś mogą co najwyżej zostać oślepieni przez słoneczny pył. I niestety nie będzie to majestatyczny blask.

Łukasz Jakubiak


*) popularna amerykańsko-izraelska perkusistka, spopularyzowana głównie przez serwis YouTube. Pracuje właśnie nad drugim albumem studyjnym, z kolei na pierwszym, zatytułowanym Alchemy (2015), zaśpiewał właśnie Emery.

TesseracT (2018) – Sonder

Żywiołowo, acz treściwie Po bezpłciowym Polaris (2015) Brytyjczycy nacierają z kolejnym, czwartym już, albumem studyjnym zatytułowanym…

Ślepa strona

Jestem tylko zagubioną duszą
Poszukującą słońca
Czy będzie na nas czekało?
Oddala się od nas…

Jestem kolejną chłodną duszą
Sięgającą po światło
Spętaną łańcuchami, których nie mogę przerwać

Wydrąż pustkę
Pochowaj ją w otchłani

Pijawki…
Kłamcy…
Ślepa strona…
Karma…
Powstań, zostaw wszystko za sobą
Drapieżniki połykają ziemię

Nie będę zagubioną duszą
(kolejną zagubioną duszą)
Ofiarą w zepsutych snach
(w moich snach)
Zrzeknij się wszystkiego, co znasz
W strumieniach kabli
Dryfują naczynia z ostrzeżeniem
One przemówią do nas
Zreflektują nas

(Zniekształcając prawdę pod zasłoną
Wytaszcz oszustwo, aż skóra zacznie krwawić
Czy trudno jest spojrzeć dwiema twarzami?
Czy twój język został spętany?
Mówisz coś na boku
Prawdę można przekłamać)

Obrazy pękają
Oddalają się
Tchnij nowe życie

Wydrąż pustkę
Pochowaj ją w otchłani

Pijawki…
Kłamcy…
Ślepa strona…
Karma…
Powstań, zostaw wszystko za sobą
Drapieżniki połykają ziemię

(Odnajdź świat pomiędzy gwiazdami
Odbuduj autonomię)

Oślep nas
Zwiąż nas
Weź to wszystko
Oczy mądrości
Zobaczą wszystko
Jestem twoim niewolnikiem
Nie dam ci tego, czego pragniesz…

TEKST: Eric EMERY
ALBUM:  Blind Side (2015) – singiel
TŁUMACZENIE: Łukasz Jakubiak
error: Content is protected !!!